Krótka odpowiedź
Obserwujący na Instagramie nie należą do Ciebie, tylko do platformy, a Twój post zobaczy jedynie ta część z nich, którą akurat wybierze algorytm. Żeby zasięg zamienił się w zapytania, trzeba przenieść ludzi z profilu na własną listę kontaktów: dać im konkretny powód do zostawienia adresu e-mail, przygotować jedną prostą stronę, na której to zrobią, i serię wiadomości, która potem wychodzi sama. Według danych EmailTooltester ktoś z Twojej listy mailowej jest 3-5 razy bardziej zaangażowany niż obserwujący w mediach społecznościowych. Lista zostaje Twoja także wtedy, gdy przestaniesz publikować.
Dlaczego obserwujący to jeszcze nie klienci
Obserwowanie to zgoda na oglądanie, a nie zgoda na kontakt. Możesz mieć kilka tysięcy osób na profilu i nie mieć żadnego sposobu, żeby odezwać się do nich w wybranym przez siebie momencie. Twój post zobaczy tylko ta część, którą wybierze algorytm, i tylko wtedy, gdy akurat przewija. Reszta nie dowie się, że coś wrzuciłeś.
Do tego dochodzi rzecz, o której człowiek myśli dopiero wtedy, gdy się wydarzy: profil nie należy do Ciebie. Zawieszone konto, zmiana zasad albo zwykły spadek zasięgów potrafi zabrać kilkuletni dorobek w jeden dzień, bez ostrzeżenia i bez odwołania. Lista adresów e-mail leży u Ciebie i zostaje nawet wtedy, gdy przestaniesz publikować na miesiąc albo na rok.
Czym cudza platforma różni się od własnej listy
- Kto decyduje, kto to zobaczy profil: algorytm, lista: Ty
- Na profilu o zasięgu decyduje platforma i jej bieżące zasady. Wiadomość wysłana na listę dociera do wszystkich, którzy się zapisali, bez pośrednika.
- Do kogo należą odbiorcy profil: do platformy, lista: do Ciebie
- Obserwujących nie da się nigdzie przenieść ani wyeksportować. Listę adresów zabierasz ze sobą, także do innego narzędzia.
- Jak mocne jest zaangażowanie 3-5 razy wyżej na liście
- Według EmailTooltester ktoś z listy mailowej jest 3-5 razy bardziej zaangażowany niż obserwujący w mediach społecznościowych. Zapisał się świadomie, bo czegoś chciał.
- Co zostaje, gdy przestajesz publikować profil: cisza, lista: kontakt
- Profil bez nowych wpisów przestaje istnieć dla algorytmu w kilka tygodni. Lista czeka i nadal możesz się na nią odezwać.
To nie jest argument przeciwko mediom społecznościowym. Profil jest świetny do tego, do czego służy: pokazuje Cię ludziom, którzy jeszcze o Tobie nie wiedzą. Problem zaczyna się wtedy, gdy jest jedynym miejscem, w którym w ogóle istniejesz. Wtedy cały Twój dorobek stoi na cudzym gruncie.
Co zrobić krok po kroku
- Krok 1 Wybierz jeden problem
- Weź pytanie, które słyszysz od klientów najczęściej. Nie wymyślaj tematu, tylko posłuchaj, o co ludzie pytają Cię w wiadomościach prywatnych. To jest gotowa lista.
- Krok 2 Zrób z niego krótki materiał
- Poradnik w PDF, lista kontrolna albo krótki kurs mailowy. Coś, co da się przeczytać w kilkanaście minut i po czym człowiek osiągnie mały efekt sam.
- Krok 3 Postaw jedną prostą stronę zapisu
- W branży nazywa się to landing page, po polsku strona zapisu. Jedna strona, jeden cel, bez menu i bez rozpraszaczy. Imię i adres e-mail, nic więcej, żeby nikogo nie odstraszyć.
- Krok 4 Ustaw automatyczne dostarczenie
- Materiał ma przyjść sam, w kilka sekund po zapisie. Sprawdź to na sobie: zapisz się własnym adresem i zobacz, czy naprawdę doszedł.
- Krok 5 Napisz serię wiadomości powitalnych
- Kilka maili, które wychodzą same po zapisie: pierwszy wita i daje materiał, kolejne budują zaufanie i spokojnie prowadzą do oferty. Ustawiasz je raz, pracują dalej bez Ciebie.
- Krok 6 Mów o tym na profilu, wielokrotnie
- Jedno ogłoszenie nie wystarczy, bo zobaczy je ułamek obserwujących. Wracaj do tematu regularnie, w różnych formach, przez wiele tygodni.
Gdzie dać link i co napisać w opisie profilu
- W opisie profilu napisz jednym zdaniem, komu i w czym pomagasz, a nie kim jesteś. Człowiek ma poznać siebie w tym zdaniu w dwie sekundy.
- Link w profilu prowadź prosto na stronę zapisu, a nie na stronę główną. Każde dodatkowe kliknięcie po drodze gubi część ludzi.
- Nad linkiem napisz wprost, co człowiek dostanie i ile to zajmie: „Poradnik na 15 minut o tym, jak...”. Sam adres bez obietnicy nie klika się sam.
- Przypnij na górze profilu jeden wpis, który tłumaczy magnes. To jest pierwsza rzecz, jaką zobaczy ktoś, kto wchodzi do Ciebie pierwszy raz.
- W relacjach zrób stały wyróżnik z tym samym tematem, żeby nie znikał po dobie.
Czego nie robić
- Nie proś o kontakt bez powodu. „Zapisz się na newsletter” nie jest powodem, to jest prośba o przysługę.
- Nie zbieraj adresów w wiadomościach prywatnych ręcznie. Przy dziesięciu osobach to działa, przy stu przestaje, a Ty i tak nie masz z tego listy.
- Nie rób z magnesu ukrytej oferty. Człowiek pozna się na tym w minutę i drugiej wiadomości już nie otworzy.
- Nie pytaj w formularzu o telefon i firmę, jeśli nie musisz. Każde dodatkowe pole to kolejna część ludzi, która rezygnuje.
- Nie zostawiaj ciszy po zapisie. Kontakt bez żadnej wiadomości przez miesiąc to kontakt, który przestał pamiętać, kim jesteś.
- Nie przenoś całej sprzedaży na maile i nie znikaj z profilu. Te dwie rzeczy mają pracować razem, a nie zamiast siebie.
Nie mam dużych zasięgów. Czy to ma sens?
Ma, i to często większy niż przy dużym profilu. Nie ma sztywnego progu obserwujących, od którego to się zaczyna opłacać, bo liczy się nie tylko profil. Liczy się też, ilu klientów przewija się przez Twoją firmę: w gabinecie, w salonie, na rozmowach, w wiadomościach. Każdy z nich może trafić na listę, a nikt z nich nie wymaga zasięgu.
Jest w tym jeszcze jedna korzyść, o której mało kto myśli. Mały profil, który zbiera kontakty od pierwszego dnia, po roku ma listę. Duży profil, który ich nie zbiera, po roku ma tyle samo co na starcie, czyli dokładnie tyle, ile pozwoli mu w danym tygodniu algorytm. Lista rośnie z każdego miesiąca i nie cofa się, gdy masz gorszy okres w publikowaniu.
W skrócie
- Obserwujący należą do platformy, a nie do Ciebie, i widzi Twój post tylko ta część, którą wybierze algorytm.
- Według EmailTooltester ktoś z listy mailowej jest 3-5 razy bardziej zaangażowany niż obserwujący w mediach społecznościowych.
- Potrzebne są trzy rzeczy: powód, dla którego ktoś zostawi adres, miejsce, w którym to zrobi, i wiadomości, które potem wychodzą same.
- Link w profilu prowadź prosto na stronę zapisu, a nad nim napisz wprost, co człowiek dostanie i ile to zajmie.
- Formularz pyta o imię i adres e-mail. Nic więcej, żeby nie odstraszać.
- Nie ma progu obserwujących, od którego to się opłaca. Liczy się także to, ilu klientów przewija się przez Twoją firmę poza internetem.
Pytania poboczne
Ile obserwujących trzeba mieć, żeby zacząć zbierać kontakty?
Nie ma takiego progu. Liczy się nie tylko profil, ale też to, ilu klientów przewija się przez Twoją firmę poza internetem: w gabinecie, w salonie, na rozmowach. Każdy z nich może trafić na listę. Mały profil, który zbiera kontakty od pierwszego dnia, po roku ma listę. Duży, który ich nie zbiera, po roku ma dokładnie tyle, ile da mu w danym tygodniu algorytm.
Czy wystarczy sam link w opisie profilu?
Sam link to za mało, bo nikt nie klika adresu bez powodu. Nad linkiem musi stać jedno zdanie mówiące wprost, co człowiek dostanie i ile to zajmie. Do tego warto przypiąć na górze profilu wpis, który tłumaczy materiał, i wracać do tematu regularnie, bo jedno ogłoszenie zobaczy tylko ułamek obserwujących.
Czy da się zbierać kontakty bez strony zapisu?
Da się zbierać ręcznie w wiadomościach prywatnych i przy kilku osobach to nawet działa. Problem pojawia się przy kilkudziesięciu: nikt tego nie ogarnia, materiał wychodzi z opóźnieniem, a adresy zostają porozrzucane po rozmowach zamiast w jednym miejscu. Prosta strona zapisu z formularzem załatwia to raz i pracuje potem sama.
Przeczytaj też
Wszystkie teksty pisze Mateusz Urbanowicz, który buduje opisywane tu strony i systemy.
Te sześć kroków da się przejść samemu, tylko zwykle zajmuje to kilka tygodni wieczorów i najczęściej zatrzymuje się na etapie pisania materiału. Ja składam całość w jedno: magnes, stronę zapisu i maile powitalne, w 7 dni roboczych, a Twój udział to jedna rozmowa i jedna runda uwag. Jeśli chcesz sprawdzić, czy w Twoim przypadku to ma sens, napisz dwa zdania o swojej firmie. Powiem wprost, nawet jeśli odpowiedź będzie brzmiała „jeszcze nie teraz”.